Udostępnij:
FaceBook

gdynia01Ostatnia szosowa impreza sezonu CYKLO GDYNIA zapowiadała się imponująco. Nasz team reprezentowali Krzysiek i Piotrek na dystansie 125 km. Przez cały sezon pogoda na wszystkich zawodach była wspaniała, tym razem się nie udało. Od samego startu zaczęło padać i tak już do końca. Serpentyny wody spod kół, asfalt momentami jak lodowisko zwłaszcza na zjazdach i wszędobylski drobny piaseczek między zębami w sprzęcie i zębach kolarzy. Woda była wszędzie po prostu trzeba było się z nią zaprzyjaźnić i polubić. Niestety nie obyło się bez kraks brrrrrrr. Na szczęście dojechaliśmy w jednym kawałku sprzętowym i ludzkim, co w tych warunkach było sporym sukcesem. Kręcimy dalej i już planujemy starty w przyszłym sezonie.
SZI MANO

Udostępnij:
FaceBook

bytow01Po sobotnim MTB w Kadynach przyszedł czas na maraton szosowy. Ostatnia edycja cyklu Tauron Lang Team Race w Bytowie.Na starcie zameldowali się Piotr (126 km), Marcin (46km) i nasi szosowi przyjaciele Karol (świetny start na dystansie Maxi) , p. Zbyszek (4 w swojej kat. dystans Maxi). Kaszubskie interwałowe szlaki okazały się wymagające i wraz z upalną pogodą "ujechały" nas ....tylko troszeczkę. Kolejna impreza szosowa za nami. Widzimy się na Cyklo Gdynia w niedzielę 6 września. SZI MANO.

Udostępnij:
FaceBook

kandyny0129 sierpnia na starcie II maratonu KADYNY MTB o godzinie 12.00 zameldowali się członkowie team Mustang, czyli Adrian, Krzysiek, Bartek, Tomek, Michał i Heniek. 25 km pętla wiodła górskim szlakiem rowerowym w Kadyńskich lasach. Każdy zawodnik miał do pokonania 2 takie pętle. Podczas imprezy było wszystko - krew pot .....sorki bez łez, upadki, piaski, ostre podjazdy i niebezpieczne zjazdy. Szczególne brawa dla Adriana, który w swojej kategorii zajął 1 miejsce - open 19. Fotorelacja z całej imprezy to dzieło naszego kolegi teamowego Marcina.

Udostępnij:
FaceBook

KingOscar2015Aby uniknąć korków na "siódemce" postanowiliśmy wystartować na King Oscara o 6.00 i jak się okazało ... korków nie było :D Dotarliśmy po 8.00 więc mogliśmy pobrać jedne z pierwszych numerów startowych (ci, którzy jechali na dystansie MINI nawet jednocyfrowe - prawie jak czołówka :D ) Czasu na rozgrzewkę co niemiara, więc postanowiliśmy przejechać się kawałkiem trasy razem z kolegami z Elbląga. Podjazd pod zbiornik, a potem ostatnich kilka kilometrów trasy i nogi rozgrzane. Żel w kieszeń, bidon do pełna i o 10.40 czekamy w sektorze. Adrian jako jedyny Mustang pojechał na MEGA (razem z KMB Sebą). 11.00 start dystansu MEGA, a 10 minut późnij MINI. Ruszamy i po kilkuset metrach podjazd pod z zbiornik elektrowni Żarnowiec. 1,8 km w górę włazi w nogi, chwila po płaskim i ostry zjazd. Po chwili znów długi podjazd, długi podjazd, nie ma chwili oddechu. Ktoś później nam powiedział, że trasa w Gniewinie nazywana jest "Piekłem Północy" - coś w tym jest, bo to jedna z najbardziej interwałowych tras spośród ostatnich maratonów. Kasia, Mateusz, Bartek i Tomek kończą 23 km pętlę bez uszczerbku. Każdy zadowolony, że udało się pokonać tą trudną trasę. Niestety Adrian łapie przysłowiowego "kapcia" na 5 km przed metą i nie zostaje sklasyfikowany. Szkoda, bo szło nieźle, ale tak to czasem w tym sporcie bywa. Następnym razem będzie lepiej.
Wyniki: http://www.domtel-sport.pl/insidethecode/files/6246-pl.pdf

Udostępnij:
FaceBook

tdp01Tour de Pologne Amatorów, na starcie ponad 1800 zawodników a w tym dwóch Mustangów Mirek i Marcin. Temperatura w cieniu ponad 30 stopni. My jako amatorzy mieliśmy do pokonania 1 pętlę 38 km. Start odbywał się sektorami, więc nie było większych możliwości do kraks i upadków. Po starcie honorowym start ostry w Poroninie i zaraz ostry 5km podjazd pod Ząb (najwyżej położona miejscowość w Polsce). Zjazd do Poronina kawałek prostej i znowu 5 km podjazd w Gliczarowie ze słynną ścianą Bukowina, miejscami nachylenie dochodziło do 23%. Parę górek, znowu długi zjazd i ostatni 5 km podjazd do Bukowiny. Fajna impreza, zawodnicy z całej Polski, no i możliwość zobaczenia całej profesjonalnej imprezy od środka (nie obyło się bez wpadek organizatora, zabrakło medali, które mają dojść pocztą). Na koniec poszliśmy pokibicować "profikom" na Gliczarowie a dzień wcześniej kibicowaliśmy w Zakopanym (mając w pamięci trudy podjazdów, wielki szacunek Panowie za pokonanie trasy 4 razy). Warto było tam być, żeby odczuć wielkie kolarskie święto na własnej skórze.

Udostępnij:
FaceBook