Pierwszy maraton na rowerze szosowym przejechałem dokładnie 3 lata temu w Zieleńcu na dystansie mega 115 km (czas jazdy ok. 5 h). Wtedy na otrzymanym medalu za uczestnictwo wygrawerowano ładne hasło maratonu „Przygoda, która uzależnia”. Jak na razie uzależnienie trwa. W sobotę 26 lipca, postanowiłem wystartować po raz trzeci w tej przygodzie. Trasa Klasyka Kłodzkiego w części przebiega po niezłych górskich asfaltach naszych czeskich sąsiadów. O godz. 8.12 melduję się na starcie Klasyka Kłodzkiego w Zieleńcu na dystansie Mega 110 km. Do wyboru była jeszcze trasa Giga 160 km, ale ten dystans zarezerwuję sobie na przyszłość. Start w 8 osobowych grupach w odstępie 2 min. Jak zwykle jakieś 10 pierwszych km od startu to lekki zjazd w kierunku granicy czeskiej. Tempo pomimo zjazdu bardzo mocne. Na tym odcinku grupa startowa pruje ile wlezie, chociaż w typowo kolarskim żargonie „po zmianach” jadę tylko razem z 2 innymi kolarzami z grupy. Reszta wiezie się na kółku i liczy na wysoką średnią na pierwszych kilometrach. W Mostowicach za mostem granicznym skręt w lewo i pierwszy ok. 4 km podjazd powoduje selekcję w mojej grupie startowej. W górach podstawowa zasada brzmi „jedź swoim tempem bo nie dojedziesz”. Znając trasę wiedziałem, że na początku drugiego etapu maratonu, najlepiej załapać się do grupy, bo na początku jest w miarę płasko, aż do pierwszego podjazdu w miejscowości Gniewoszów. Jedziemy w małej grupce przy dobrej współpracy, do której po chwili dojeżdża kolejna grupa kolarzy. Chwila namysłu i skok do tej ewidentnie mocniejszej, i to dużo, gdyż po jakiś 5 km puszczam koło bo jest za mocne tempo. Ponadto pamiętam o trudnym przedostatnim podjeździe na 90 km trasy, na którym zawsze jest już bardzo ciężko. To było dobre posunięcie, bo w Gniewoszowie na podjeździe moje tempo kręcenia wyraźnie spada, zmęczenie rośnie, nogi robią się trochę miękkie. Pomimo małego kryzysu dojeżdżam do 2 kompanów z mojej grupy startowej i tak we trzech jedziemy ładnie współpracując aż do mety w Zieleńcu. Trudność trasy i wysoka temperatura powoduje, że zmęczenie jest coraz większe, ale z dumą dojeżdżam do mety z przewagą jakieś minuty od moich 2 kolegów z grupy startowej, z którymi wspólnie jechałem ostatnie 20 km. Wrażenia z maratonu po raz trzeci niesamowite. Organizacja na najwyższym poziomie. Trasa wymagająca, aczkolwiek po odpowiednim przygotowaniu kondycyjnym do przejechania. Patrząc na wyniki maratonu, konkurenci z roku na rok na coraz wyższym poziomie. Widać to po amatorskich imprezach, że kolarstwo w Polsce idzie do przodu i mam tylko nadzieję , że będzie kiedyś sportem narodowym. I dobrze bo to piekielnie trudny i piękny sport.
Podsumowując Klasyk Kłodzki w Zieleńcu: Dystans MEGA 110 km, czas przejazdu 4.00.47, miejsce open 52/154, kategorii M3 17/30. W stosunku do maratonu na tej trasie z przed 2 lat poprawa czasu jazdy o ok. 15 min.
Jednak najważniejsze to przejechać góry na rowerze.
Karol T.

Udostępnij:
FaceBook